„Robimy swoje na boisku, a budowa stadionu nie zależy od nas” – rozmowa z Maciejem Domańskim

„Robimy swoje na boisku, a budowa stadionu nie zależy od nas” – rozmowa z Maciejem Domańskim

W meczu Rakowa z Chojniczanką w 1/32 finału Pucharu Polski nie było piłkarskich fajerwerków, ale najważniejszy jest awans do kolejnej rundy. Po meczu nie tylko o tym spotkaniu rozmawialiśmy ze strzelcem jedynego gola – Maciejem Domańskim. Sama bramka padła w dość ciekawych okolicznościach. Zapraszamy do lektury.

Maciek, w 71. minucie na tablicy zmian świecił się już twój numer, tymczasem poszła akcja i zdobyłeś jak się okazało zwycięskiego gola w tym meczu! Zmiana została cofnięta. Przyznasz, że niecodzienna sytuacja (śmiech)
– Nie widziałem tej tablicy, serio była szykowana zmiana?

Tak było, nie ściemniam (śmiech).
– Nie widziałem tego, ale jeśli faktycznie to naprawdę ciekawa historia.

Myślałem, że to cię zmobilizowało i dlatego uderzyłeś tak precyzyjnie.
– Było to całkowicie nieświadomie, ale fajnie, że wpadło. Najważniejsze, że wygrywamy, bo taki był nasz główny cel. Fajnie też, że nie musieliśmy grać dogrywki, bo to było istotne patrząc z perspektywy naszego najbliższego meczu ligowego.

Mecz z Chojniczanką był trochę podobny do tego z Arką. Jest zwycięstwo, ale stylu trochę brakowało…
– Zgadzam się, że na pewno nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Był natomiast moim zdaniem solidny, zagraliśmy dobrze w defensywie, jakości brakowało z przodu. W drugiej połowie szczególnie brakowało przytrzymania piłki, przez co akcje nam się nie kleiły tak jak zwykle. Najważniejsze jednak, że zrealizowaliśmy nadrzędny cel awansu do kolejnej rundy.

W piątek losowanie 1/16 finału. Masz jakiegoś rywala, którego szczególnie chciałbyś wylosować? Może pojechać w jakąś część Polski? Awansowała m.in. Chełmianka Chełm.
– Tamte rejony akurat znam bardzo dobrze (śmiech). Może nie pochodzę bezpośrednio z tamtych okolic, ale grałem tam w piłkę. Sam się zastanawiam… Chyba jeszcze za wcześnie na takiego wymarzonego rywala. Chcemy pokonywać kolejne etapy Pucharu Polski, bo w zeszłym sezonie graliśmy w tych rozgrywkach bardzo długo, a w tym roku chcemy pograć jeszcze dłużej. Rywal zatem nie ma większego znaczenia.

Ostatnio nie miałeś zbyt wielu okazji do grania. Ze zdrowiem u ciebie już wszystko w porządku?
– Tak, jak najbardziej. Trenuję na pełnych obrotach i jestem do dyspozycji trenera. Czekam na kolejne szanse.

W sobotę (28.09) gracie z Wisłą Płock. Rywale mieli kiepski początek, ale ostatnio wydają się być w wielkim gazie, wygrali z Legią i Wisłą Kraków. Wydaje się, że łatwo nie będzie.
– Na pewno będzie to ciężki mecz. Początek faktycznie mieli słabszy, teraz zaczęli fajnie punktować, odbili się od dołu tabeli i już są w środku stawki. W ekstraklasie naprawdę każdy mecz jest ciężki i w każdym trzeba dać z siebie 100 procent, aby wygrywać. Gramy u siebie i mam nadzieję, że to będzie naszym atutem. W piłkę gramy dobrze, mam nadzieję, że z czasem poprawią się też wyniki.

Wczoraj (24.09) w końcu w Urzędzie Miasta zostały otwarte koperty z ofertami na przebudowę stadionu w Częstochowie. Obie oferty znacznie przekraczają finansowo deklarowane wcześniej możliwości miasta. Czy wy jako piłkarze też rozmawiacie na ten temat? Macie obawy, że może ziścić się czarny scenariusz i nawet w wypadku utrzymania na boisku zostaniecie zdegradowani z powodu braku licencji?
– Nie da się o tym nie rozmawiać. Tym bardziej gdy docierają do nas takie niepokojące sygnały. Rozmawiamy między sobą co się może wydarzyć, jakie są opcje. Za bardzo też nie chcemy o tym myśleć. Jesteśmy dopiero po 9 kolejce obecnego sezonu i jest jeszcze trochę czasu, aby coś w temacie stadionu się zadziało. My zajmujemy się trenowaniem, graniem, a sprawa stadionu jest od nas niezależna. Robimy swoje, a co będzie dalej okaże się za jakiś czas.

W Chojnicach rozmawiał Mariusz Rajek