Co dalej z AZS-em? Pytamy prezesa Filipskiego

Co dalej z AZS-em? Pytamy prezesa Filipskiego

– Zostało nam półtora tygodnia, jeśli do końca lipca nie zawrzemy ugód z wierzycielami i nie wprowadzimy restrukturyzacji to klub przestanie istnieć – nie pozostawia złudzeń sternik AZS-u Częstochowa Kamil Filipski. O tym, że 6-krotny mistrz Polski stoi nad przepaścią wiadomo nie od dziś, ale teraz dochodzi on wręcz do sytuacji krańcowej. Ciężko teraz nawet szacować jakie są szanse na zagranie w lidze. Więcej w tym wywiadzie.

Kibice pytają, czy jest jeszcze jakaś szansa, aby zobaczyć drużynę AZS-u Częstochowa w rozgrywkach pierwszej ligi. Klub nie kontraktuje żadnych zawodników, nie ogłasza sponsorów, a na koniec sierpnia zaplanowana jest licytacja komornicza klubowych trofeów.
– Ta sytuacja bardzo mnie boli, nigdy nie powinno do niej dojść. Jesteśmy teraz w sytuacji pewnego przełomu, w sytuacji pewnej decyzyjności. Większość wierzycieli otrzymała od nas propozycję ugody. Mamy czas do końca lipca. Jeżeli uda nam się podpisać układ restrukturyzacyjny to oczywiście nie będzie tematu żadnej licytacji i żadnego komornika. Prowadzimy rozmowy z wierzycielami, wymagamy i potrzebujemy ich elastyczności, ponieważ restrukturyzacja i podpisywanie kolejnych ugód ma sens tylko wtedy, gdy będzie to skorelowane z wpływami. Jeżeli wierzyciele nie będą w stanie przyjąć tych ugód to możemy podpisać jedynie bezsensowne ugody i kontynuować agonię, czego na pewno nie zrobimy. Jeśli się z nimi nie dogadamy, a zostało nam półtora tygodnia, to klub po prostu przestanie istnieć.

Jak wierzyciele, zawodnicy, pracownicy, kontrahenci podchodzą do tej restrukturyzacji? Są przychylni czy raczej nie widzą szans porozumienia?
– To są bardzo indywidualne rozmowy i każda jest inna. Są ludzie, którzy to rozumieją, niektórzy rozmawiają z pełnomocnikami, znają sytuację od zaplecza. Dzięki czemu jest im trochę łatwiej to zrozumieć, są bardziej wyrozumiali. Oni wiedzą, że to nie jest temat do negocjacji, bo gdybyśmy mieli w portfelu 100 złotych i poszli się targować na bazar, wtedy możemy negocjować czy kupimy coś za 30, 40 czy 50 złotych. Ugody, które my proponujemy są takie, jakie jesteśmy w stanie realizować. Jesteśmy w punkcie z jednej strony na ostrzu noża, z drugiej w przełomowym. Albo wyleczymy pewien problem i będziemy go spłacać w perspektywie lat i będzie szansa na normalność, albo takiej szansy nie będzie. Reagują bardzo różnie, jedni rozumieją bo chcą odzyskać swoje pieniądze, inni nie chcą rozmawiać. Zostało kilka dni na dopięcie kilku tematów.

Jak w tym momencie wygląda sytuacja z TAURONEM? Czy wszystkie środki zostały już wypłacone i czy jest jakaś szansa na podpisanie ewentualnej nowej umowy?
– Część raportowa nie została jeszcze rozliczona, protokół został przyjęty. Jeśli chodzi o wyliczenie ekwiwalentu czekamy na wyliczenie, bo ono musi zawierać jeszcze dane z maja. Jeśli chodzi o rozmowy na temat przyszłości to są one na razie nieoficjalne. My oficjalnie niczego nie podpiszemy dopóki nie dopniemy planu restrukturyzacyjnego. Jeśli to się nie uda, to żadna rozmowa z jakimkolwiek sponsorem nie będzie miała sensu.

Jak w ogóle firmy, potencjalni reklamodawcy reagują dziś na AZS? W ostatnim czasie marka mocno utraciła wizerunkowo…
– Ostatni sezon był negatywny pod względem sportowym, ale w poprzednim byliśmy mistrzem ligi i wyglądało to bardzo dobrze. Siatkówka jest bezpośrednio uzależniona od pieniędzy. Tu naprawdę nie trzeba wielkiego talentu. Trzeba dobrego trenera, który zbierze solidną drużynę i można z powodzeniem grać w tej lidze. Rozmowy, które prowadzimy są raczej o tym jakie mamy możliwości jako marka AZS. Trzeba pamiętać, że klubów zadłużonych jest wiele. Nawet w pierwszej lidze historie były różne, a w ogóle nie były podejmowane przez prasę. AZS zawsze jest tematem głośnym co z jednej strony jest naszym błogosławieństwem a z drugiej przekleństwem. W sytuacji problemu klub jest napiętnowany. Jeśli wyjdziemy na prostą to nasze zwycięstwa też będą szerzej komentowane niż innych. Marka AZS cały czas wiele znaczy i na tym możemy opierać nasze rozmowy. Sezon 2017/2018 pokazał, że zapotrzebowanie na siatkówkę w Częstochowie jest. Kiedy się przegrywa i dochodzą jeszcze inne problemy to ciężko mówić nawet o próbie zainteresowania kibica. Powtarzam raz jeszcze, dla powodzenia tych rozmów kluczowa jest restrukturyzacja.

Na ile procent prezes AZS oceniłby dziś szanse zagrania w lidze w sezonie 2019/2020?
– Nie umiem tego tak ocenić, bo to nie zależy ode mnie. Zależy to od elastyczności wierzycieli i zrozumienia przez nich problemu. Nie chcemy popełnić tych błędów, które były wcześniej. Restrukturyzacją zajmuje się kancelaria zewnętrzna. Pani pełnomocnik nie podpisze żadnego dokumentu jeśli nie będzie on skorelowany z wpływami. Te rozmowy dlatego są takie długie i trudne. Jesteśmy w takim momencie historii tego klubu, że albo zrobimy porządne sprzątanie, albo tego nie zrobimy wcale i będzie po faworkach.

Przyjmijmy hurraoptymistyczny wariant, że AZS wystąpi w lidze. Są na horyzoncie zawodnicy, którzy chcieliby tu zagrać?
– Rozmawiam z niektórymi zawodnikami, mają sprawę przedstawioną jasno. Wiedzą, że do końca miesiąca temat będzie rozstrzygnięty. Nikogo nie przetrzymujemy na siłę, mówimy że sytuacja nie jest do końca zależna od nas. Jeśli układ restrukturyzacyjny udałoby się zawiązać to uważam, że zbudowalibyśmy całkiem przyzwoity zespół.

Na facebooku pojawiła się akcja zbiórki na wykup trofeów AZS-u. Weźmiesz w niej udział? Planujesz pojawić się na licytacji, aby wkupić puchary?
– Koncentruje się teraz w 100 procentach, aby ten problem załatwić dużo wcześniej niż 27 sierpnia. Ta historia też ma jakieś inne podłoże i drugie dno, ale teraz w ogóle nie ma sensu tego poruszać. Trzeba dopiąć sprawę restrukturyzacji do końca i wtedy temat zbiórki czy całej licytacji będzie kompletnie zamknięty.

Rozmawiał Mariusz Rajek