Zbyt mała pazerność i brak szczęścia. Raków bez punktów w Zabrzu – relacja

Zbyt mała pazerność i brak szczęścia. Raków bez punktów w Zabrzu – relacja

– Przed nami trudny okres, bo gramy dobrze, wstydu nie przynosimy, a ekstraklasa nas nie przerasta, ale dotychczasowe wyniki nie są współmierne z naszą grą i to boli najbardziej – mówił po trzeciej porażce w tym sezonie trener Rakowa Marek Papszun. Czerwono-niebiescy tym razem musieli uznać wyższość Górnika Zabrze, choć mogą mówić o sporym pechu, bo jedyna bramka w tym meczu padła po samobójczym trafieniu Igora Sapały.

Mecz w Zabrzu toczył się w szybkim tempie, a oba zespoły próbowały wysoko pressować rywala. Sytuacji pod bramką Martina Chudego i Michała Gliwy nie brakowało, lecz żadna z nich nie była stuprocentowa. Na strzały Patryka Kuna i Dawida Szymonowicza, próbował odpowiedzieć Igor Angulo, lecz nie zdołał zaskoczyć golkipera Rakowa. Do ciekawego momentu doszło w 28. minucie, kiedy arbiter żółtą kartką ukarał Pawła Bochniewicza, lecz po chwili doszło do interwencji systemu VAR, dzięki któremu sędzia raz jeszcze chciał się przyjrzeć faulowi piłkarza Górnika i być może pokazać mu czerwoną kartkę. Arbiter pozostał jednak przy swojej pierwszej decyzji. Choć optyczną przewagę mieli gospodarze, to najbliżej otworzenia wyniku był Andrija Luković, który uderzając „szczupakiem” był bardzo blisko pokonania Chudego. Piłka przeleciała jednak obok słupka.

Raków od początku drugiej połowy zintensyfikował swoje ataki. W 55. minucie po zamieszaniu w polu karnym Górnika, szczęścia spróbował Petr Schwarz, ale trafił w słupek. Ten sam piłkarz kilka minut później posłał piłkę minimalnie nad poprzeczką. Kiedy wydawało się, że czerwono-niebiescy są coraz bliżej upragnionej bramki, do ataku ruszyli zabrzanie. Co prawda ich akcja lewą stroną nie zapowiadała się na groźną, to piłka po dośrodkowaniu nieszczęśliwie odbiła od Igora Sapały i wpadła do bramki Rakowa. – Ta bramka to był duży niefart. Tak naprawdę to nie była groźna akcja Górnika, lecz piłka pechowo odbiła się od Igora – ocenił sytuację Tomas Petrasek. Beniaminek z Częstochowy nie zamierzał się poddawać i szukał swojej okazji, choć zagrozić bramce Górnika nie było łatwo. W sobotni wieczór częstochowianie nie mieli szczęścia, a Forbes i Petrasek dłuższych o kilka centymetrów nóg, których zabrakło przy dograniu piłki przez Daniela Bartla, kiedy obu piłkarzom Rakowa brakło setnych sekundy lub właśnie nieznacznie większej stop, by wpakować piłkę do bramki. – Uważam, że graliśmy dobrze, ale brakowało nam postawienia kropki nad „i”. W polu karnym rywala niestety zabrakło nam nieco większej pazerności – ocenił sytuacje bramkowe trener Papszun.

W ostatnich minutach meczu na boisku pojawiło się więcej wolnej przestrzeni, szczególnie na połowie Rakowa. Mecz mógł zamknąć Igor Angulo, lecz w sytuacji sam na sam z Gliwą minimalnie przestrzelił. Niemal 18. tysięcy kibiców na stadionie w Zabrzu więcej bramek już nie oglądali, a gospodarze mogli cieszyć się z drugiej w tym sezonie wygranej przed własną publicznością. – Walczyliśmy do końca, pokazaliśmy znów charakter, ale niestety punktów nie ma. Na pewno nie zejdziemy z naszej drogi. Potrzebujemy więcej szczęścia, ale je możemy przywołać tylko ciężką pracą – mówił po ostatnim gwizdku kapitan Rakowa.

Przed Rakowem teraz trzy mecze z drużynami na literę „L”. Lechia, Lech i Legia. Pierwsze ze spotkań już 18. sierpnia w Bełchatowie przeciwko gdańszczanom.

Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 1:0 (0:0)

Górnik: Chudy – Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz, Janza, Bainović (46. Manneh), Matras, Kopacz (46. Ściślak), Wolsztyński (85, Matuszek), Jimenez, Angulo
Raków: Gliwa – Kasperkiewicz (73. Bartl), Petrasek, Azemović, Szymonowicz, Sapała (82. Musiolik), Schwarz, Kun, Szczepański, Luković (78. Nouvier), Brown Forbes

SZYMON SOBOL, ZABRZE