Tragiczna końcówka Skry z Ruchem. Koniec pucharowej przygody

Tragiczna końcówka Skry z Ruchem. Koniec pucharowej przygody

– Odpadamy frajersko i jest mi wstyd – taki był przekaz trenera Pawła Ściebury na pomeczowej konferencji po starciu z Ruchem Chorzów w rundzie wstępnej Pucharu Polski. Częstochowianie mieli wszystkie argumenty, aby wygrać ten mecz i zagrać w 1/32 finału. Całą swoją pracę zaprzepaścili jednak katastrofalną końcówką meczu.

Starcie z najbardziej utytułowanym polskim klubem rozpoczęło się dla Skry wręcz idealnie. Już w 7. minucie bowiem gospodarze wyszli na prowadzenie po uderzeniu głową Dawida Wolnego. Piłkę idealnie zacentrował mu imiennik Niedbała. W 19. minucie powinno być 2-0 po uderzeniu Mariusza Holika. Piłka poszybowała niestety ponad bramką. W pierwszej części spotkania Skrzacy mieli zdecydowaną przewagę, której jednak nie potrafili udokumentować podwyższeniem wyniku.

Po przerwie tempo gry nieco siadło, ale nadal stroną dominującą była Skra. Trudno się zresztą dziwić, dla pogrążonego w długach i problemach Ruchu był to dopiero pierwszy oficjalny mecz w tym sezonie, mecze pierwszych dwóch kolejek „Niebiescy” w III lidze mieli przełożone ze względu na problemy organizacyjne. W Skrze wyróżniał się szczególnie sprowadzony z Rakowa Danian Pavlas. Kiedy można było powoli zastanawiać się kogo częstochowianie wylosują w 1. rundzie, do wyrównania w 87. minucie doprowadził Mateusz Bartolewski. W tym momencie obie drużyny mogły się szykować do dogrywki.

Co najgorsze dla Skry jednak dopiero miało nadejść. Skra po stracie bramki grała jak sparaliżowana, to goście dążyli do rozstrzygnięcia jeszcze w regulaminowym czasie. W doliczonym czasie gry jeden z obrońców gospodarzy bezsensownie sfaulował piłkarza Ruchu w Polu karnym. Werdykt arbitra mógł być tylko jeden – rzut karny. Mariusz Idzik ustawił piłkę na „wapnie” i dał chorzowianom sensacyjny w obliczu całego meczu awans do kolejnej rundy. Piłkarze i trener Skry po meczu byli tak wściekli, że po meczu nie chcieli nawet rozmawiać z dziennikarzami. Jedynym, który postanowił wziąć porażkę na klatę był bramkarz Mateusz Kos. – Graliśmy dziś fajną piłkę, stwarzaliśmy sytuacje, kontrolowaliśmy mecz i odpadliśmy tragicznie po frajersko straconych bramkach. Najpierw piłka zagrana za plecy, zawodnik Ruchu przyjął i gol. W doliczonym czasie frajerski rzut karny zamiast utrzymać wynik do dogrywki. Jesteśmy bardzo źli, bo w Pucharze Polski można trafić fajnych rywali, a my odpadamy w taki sposób. Chcieliśmy się odkuć za niepowodzenia w lidze, a jest jeszcze gorzej. W niedzielę w meczu z Lechem trzeba się chwycić za jaja i pokazać charakter – powiedział po meczu wyraźnie przybity.

Była to trzecia porażka Skry w tym sezonie. Pozostaje mieć nadzieję, że przerwana zostanie za cztery dni we Wronkach. To tam bowiem swoje domowe mecze rozgrywają rezerwy Lecha Poznań.

Skra Częstochowa – Ruch Chorzów 1:2 (1:0)

1-0 Dawid Wolny 7’
1-1 Mateusz Bartolewski 87’
1-2 Mariusz Idzik 90’ (z karnego)

Skra: Kos – Mońka, Holik, Błaszkiewicz, Brusiło – Niedbała, Zalewski (70. Borycka),Olejnik, Pavlas (80. Napora)  – Nocoń – Wolny (58. Niedojad)

Ruch: Smug – Lechowicz (68. Kowalski), Iwan, Kulejewski, Bartolewski – Winciersz, Mokrzycki, Fosmańczyk, Paszek (Iwanek), Podgórski (58. Nowak) Idzik

Mariusz Rajek, zdj. Arkadiusz Rek