Strzelanina na Loretańskiej. Falstart Skry na wiosnę

Strzelanina na Loretańskiej. Falstart Skry na wiosnę

– Lepiej przegrać raz 0:4 niż cztery razy po 0:1. Jedynie poprzez takie wyświechtane powiedzenie można poszukać pozytywów po pierwszym ligowym występie częstochowskiej Skry w 2019 roku. Podopieczni Pawła Ściebury zagrali najgorsze spotkanie w tym sezonie w roli gospodarza i nie byli w stanie podjąć walki z Olimpią Grudziądz. – Goście wygrali w pełni zasłużenie, byli lepsi – przyznawał na pomeczowej konferencji trener Skry.

Co ciekawe, pierwszy mecz obu drużyn również zakończył się wygraną Olimpii 4:0. Śmiało można zatem zaryzykować tezę, że ten rywal wybitnie „Skrzakom” nie leży. Początek meczu na „Lorecie” był wybitnie badawczy, potem drużyny zaczęły stopniowo podkręcać tempo. Dla gości mecz ułożył się wyśmienicie, bo już w 17. minucie objęli prowadzenie. Skra pogubiła się w defensywie, przez co w bardzo dobrej sytuacji w polu karnym znalazł się Tiago Alves i z najbliższej odległości pokonał Łukasza Krzczuka.

Minęło raptem 5 minut i gospodarze znaleźli się w sytuacji arcytrudnej. Kacper Skibicki przebywał na boisku zaledwie kilka minut, ponieważ zmienił kontuzjowanego Marcina Kaczmarka i mógł się cieszyć ze zdobytej bramki. Skra po tym ciosie się nie poddała i próbowała ruszyć do przodu. Problem w tym, że goście tego dnia bardzo dobrze spisywali się również w defensywie, przez co wszystkie sytuacje miejscowych skazane były na niepowodzenie.

Po przerwie tempo gry nie spadło, a ci którzy wybrali się na Stoelzle Stadion z pewnością nie mogli żałować swojej decyzji. Sporo ożywienia w szeregi drużyny trenera Ściebury wniósł Dominik Marek, dla którego był to debiut w tej klasie rozgrywkowej. W 69. minucie było już jednak „po herbacie”. Wtedy to koronkową akcję dwóch graczy z Półwyspu Iberyjskiego wykończył pięknym strzałem German Ruiz Gonzalez. Dwie minuty później obraz dramatu gospodarzy był jeszcze gorszy. Tiago Alves podał do Przemysława Kity a ten nie dał najmniejszych szans Krzczukowi.

Skra próbowała w końcówce uratować twarz bramką honorową, ale Wojciech Muzyk tego dnia w bramce Olimpii spisywał się koncertowo. Grudziądzanie próbowali odgryzać się kontrami przez co kibice do samego końca się nie nudzili. Z pewnością z wyniku żaden z nich jednak usatysfakcjonowany nie był, gdyż kibiców gości na stadionie nie stwierdzono.

– Zobaczymy jaka będzie sytuacja za kilka kolejek. Na razie mamy 5 punktów straty i spokojnie robimy swoje – odpowiedział na konferencji trener gości Mariusz Pawlik zapytany czy jego drużyna włączy się jeszcze do walki o awans. Skra za tydzień zagra z Olimpią Elbląg, która dziś pokonała lidera z Radomia. Zapowiada się kolejne bardzo trudne spotkanie. Porażka z tą Olimpią mogłaby mieć już poważne konsekwencje w tabeli i zapaliłaby lampkę ostrzegawczą. W drużynie z północy Polski występuje jeden z najlepszych graczy Skry w rundzie jesiennej Wojciech Jurek. Na sentymenty raczej miejsca jednak nie będzie.

Skra Częstochowa – Olimpia Grudziądz 0:4 (0:2)

0-1 Alves 17’
0-2 Skibicki 23’
0-3 Gonzalez 69’
0-4 Kita 71’

Skra: Krzczuk – Skowron (69. Niedbała) , Holik, Błaszkiewicz (85. Poprawa), Obuchowski – Napora, Olejnik Ż(81. Siwek), Zalewski, Kieca (60. Marek) – Nocoń Ż, Nowak

Olimpia: Muzyk – Sulikowski, Wawszczyk, Oceanas, Ciechanowski – Alves (77. Vahe), Zientarski, Kona, Kaczmarek (14. Skibicki, 89. Kantorowski) – Gonazalez, Handzlik (64. Kita Ż)

Mariusz Rajek / zdj.ks-skra.pl