Raków łatwo pokonuje Arkę

Raków łatwo pokonuje Arkę

Raków nie zagrał pięknego meczu, ale odniósł niezwykle cenne zwycięstwo nad Arką Gdynia 2:0. – Mecz był siermiężny, ale nie to było dziś ważne – przyznał po meczu trener Marek Papszun. – Raków pokonał nas przede wszystkim dużą determinacją i olbrzymim zaangażowaniem – wtórował mu na pomeczowej konferencji szkoleniowiec ekipy z Trójmiasta. Gola w debiucie strzelił Jarosław Jach.

Na godzinę 15.00 w soboty nie są wyznaczane największe hity PKO Ekstraklasy i tym razem zarządzający rozgrywkami oraz telewizja jakoś specjalnie się nie pomylili. Starcie okupujących dolne rewiry ligowej tabeli Rakowa i Arki od pierwszych minut nie powalało na kolana. Zawodnikom nie można odmówić walki, ale toczyła się ona przede wszystkim w środkowej strefie boiska. Michał Gliwa i Pawel Steinbors przez większość czasu mieli „postojowe”. Trener Marek Papszun w podstawowym składzie postawił na zakontraktowanego pod koniec okienka transferowego Jarosława Jacha, a ten odwdzięczył mu się golem już w premierowym występie. W 31. minucie z prawej strony idealnie piłkę na głowę byłego zawodnika m.in. Sheriffa Tiraspol dośrodkował Miłosz Szczepański i czerwono-niebiescy mogli świętować po raz pierwszy. Arka po stracie bramki nie kwapiła się jakoś specjalnie do odrabiania strat i pod kontrolą częstochowian zakończyła się pierwsza część spotkania.

Kto liczył, że w drugiej połowie gdynianie rzucą się na rywali celem doprowadzenia do remisu srogo się zawiedli. – Zagraliśmy słaby mecz, nie realizowaliśmy tego co zakładaliśmy przed meczem – denerwował się po meczu trener Jacek Zieliński. Druga połowa, podobnie jak pierwsza nie zachwycała tempem i indywidualnymi fajerwerkami. Czerwono-niebiescy mając mecz pod pełną kontrolą, nie kwapili się specjalnie do podkręcania tempa, choć już w 63. minucie mogli definitywnie zamknąć sprawę. Aktywny Petr Schwarz mocno przymierzył w światło bramki, ale golkiper reprezentacji Łotwy był nielicznym tego dnia w obozie gości, który nie zawodził. Arka próbowała się odgryzać, ale z ich akcjami bez problemu radził sobie Michał Gliwa.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Tak można powiedzieć o akcji z 80. minuty, w której Michał Skóraś idealnie wypracował pozycję dla Felicio Brown Forbesa a temu zostało zapytać Steinborsa, w którą część bramki ma strzelać. Wybrał w długi róg i w tym momencie stało się jasne, że Raków sięgnie tego dnia po trzecią wygraną w sezonie. – Bardzo ważne zwycięstwo na tym etapie rozgrywek. Chcieliśmy ten mecz wygrać za wszelką cenę i to zrobiliśmy – bez ogródek podsumował wygraną szkoleniowiec Rakowa. Trener gości był w zupełnie innym nastroju: – Przegraliśmy bardzo ważne spotkanie. U nas nie było widać takiego zaangażowania jak u gospodarzy i straciliśmy bardzo ważne punkty – przyznawał po spotkaniu.

Gdynianie po przegranej znaleźli się w strefie spadkowej. Raków awansował na 11. miejsce i ma tylko dwa punkty straty do siódmego Piasta Gliwice. Z wciąż aktualnym mistrzem Polski częstochowianie zmierzą się za tydzień (20.09, godz. 18.00).

Raków Częstochowa – Arka Gdynia 2:0 (1:0)
1-0 Jarosław Jach 31’
2-0 Felicio Brown Forbes 80’

Raków: Gliwa – Azemović, Petrasek, Jach, Bartl (74. Szymonowicz), Sapała, Schwarz, Kun, Szczepański (61. Skóraś), Musiolik, Brown Forbes (82. Babenko)

Arka: Steinbors – Zbozień, Maghoma, Helstrup, Marciniak, Deja (64. Budziński), Vejinović, Łoś (64. Stępień), Nalepa, Jankowski, Skhirtaladze (82. Serrarens)

Mariusz Rajek