Hubert Mańko: Przyjście do AZS-u 2020 było strzałem w dziesiątkę

Hubert Mańko: Przyjście do AZS-u 2020 było strzałem w dziesiątkę

Jednym z najbardziej wyróżniających się siatkarzy młodzieżowego zespołu AZS 2020 Częstochowa jest Hubert Mańko. 19-letni zawodnik już teraz trenuje z pierwszym zespołem spod Jasnej Góry i być może już niedługo będziemy go oglądać na parkietach PlusLigi. – Po to codziennie ciężko trenowałem i podporządkowywałem swoje życie siatkówce, żeby grać w PlusLidze – mówi Hubert Mańko.

Jakie są kulisy tego, że trafiłeś do Częstochowy, do zespołu AZS 2020?

Hubert Mańko: – Po zawirowaniach związanych z klubem z Jastrzębia Zdroju, mój kolega z Jastrzębia, ale mieszkaniec Częstochowy polecił mnie trenerowi Wojciechowi Pudo. Wykonałem do trenera telefon, przyjechałem na pierwszy trening i tak już zostało.

Czy z perspektywy czasu możesz śmiało powiedzieć, że decyzja o przejściu do AZS 2020 była strzałem w dziesiątkę?

– Zdecydowanie tak. Uważam to za strzał w dziesiątkę. Przyjazd do Częstochowy rozwinął mnie jako siatkarza i dał mi impuls do tego, aby w życiu nie bać się absolutnie niczego i stawiać sobie nowe cele.

Jak oceniasz swój pobyt w Częstochowie pod względem rozwoju siatkarskiego? Patrząc na Twoje dokonania boiskowe wydawać się może, że w tym klubie zrobiłeś znaczący postęp.

– Trzeba powiedzieć otwarcie, że całkowicie zmieniłem swój styl gry. We wcześniejszych latach uznawałem, że mocny atak i niewstrzymywanie ręki jest gwarancją skutecznej akcji. Jednak trener Pudo wybił mi to myślenie z głowy i nauczył logicznego myślenia w trakcie gry. Czy zrobiłem znaczący postęp? Nie mi to oceniać, od tego są trenerzy i statystycy. Wiem natomiast, że przez ten okres stałem się bardziej pewny siebie.

Twój progres został doceniony także w pierwszej drużynie AZS-u Częstochowa, z którą od pewnego czasu trenujesz. Jak się czujesz trenując z seniorami grającymi na co dzień w PlusLidze.

– Jest to dla mnie ogromny sukces i wyróżnienie. Czekałem na ten dzień bardzo długo, ale ta cierpliwość się opłaciła. Na każdym treningu jestem bardzo podekscytowany, że mogę trenować z zawodnikami z najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Wydawać się może, że granie i trenowanie ze starszymi wpływa na poprawę gry młodszych zawodników. Dobrym przykładem jest wasz występ w Młodej Lidze, gdzie nie udało wam się wygrać ani jednego meczu, ale doświadczenie, które tam zdobyliście procentuje w innych rozgrywkach.

– Zdecydowanie tak. Młoda Liga była w tym roku naszym „królikiem doświadczalnym”. Chcieliśmy wygrywać jak najwięcej meczów, ale nie udawało nam się. Każda następna porażka była gwoździem do trumny, choć nasza gra momentami była naprawdę dobra, to jednak nie przełożyliśmy tego na wynik końcowy. Wielu z nas po meczach pluło w sobie w brodę, ale wiedzieliśmy, że sukces i zwycięstwa przyjdą i przyszły na Finałach Mistrzostw Śląska Juniorów.

Jakie dalsze plany wiążesz z drużyną AZS-u Częstochowa? Czy tym kolejnym krokiem w twojej karierze ma być granie właśnie w PlusLidze?

– Po to codziennie ciężko trenowałem i podporządkowywałem swoje życie siatkówce, żeby grać w PlusLidze. W ciągu ostatniego roku treningów w AZS 2020 zrobiłem ogromny krok w przód. Trener Wojciech Pudo w indywidualnej pracy pokazał mi drogę do bycia zawodnikiem PlusLigowym a reszta zależy ode mnie samego i mojej samodyscypliny.

Czy możesz polecić młodym adeptom siatkówki młodzieżowy zespół spod Jasnej Góry, czyli AZS 2020?

– W młodzieżowym klubie AZS-u od pierwszego dnia czułem się dobrze. Zostałem dobrze przyjęty, a także otrzymałem wiele cennych wskazówek. Dyskutowałem dużo z trenerem i razem dochodziliśmy do różnych wniosków, których efektem był mój stały postęp i zmiana stylu gry, dzięki czemu stałem się zawodnikiem bardziej uniwersalnym i szerzej spojrzałem na siatkówkę. Mimo że AZS 2020 jest młodym klubem, nie ma bogatych tradycji jak inne kluby młodzieżowe w Polsce, to praca jaką w nim się wykonuje z młodym zawodnikiem sprawia że szczerze i chętnie polecam ten klub młodym adeptom siatkówki.

Rozmawiał Szymon Sobol

Fot. Natalia Grabarczyk