Historia na Rakowie pisana. Legia wyeliminowana!

Historia na Rakowie pisana. Legia wyeliminowana!

– Dokonaliśmy niemożliwego – takie były pierwsze słowa trenera Marka Papszuna na konferencji prasowej po meczu w którym Raków pokonał w ćwierćfinale Pucharu Polski warszawską Legię. Nie była to jednak w żadnym wypadku wygrana przypadkowa, częstochowianie wygrali z najbogatszą polską drużyną, która od lat ma niemalże monopol na mistrzostwo Polski w pełni zasłużenie. Po tym meczu czerwono-niebiescy stają się najpoważniejszym kandydatem do zdobycia tego trofeum, a w ekstraklasie do której awans wydaje się być formalnością nie mają się czego obawiać.

Spotkanie z wysokości trybun oglądali m.in. prezes PZPN Zbigniew Boniek, wokalista T.Love Muniek Staszczyk, trener kadry U-20 Jacek Magiera i wiele innych znamienitych postaci. Najważniejsze jednak działo się na boisku, a tam rozpoczęło się klasycznie jak u Hitchcocka. Ziemia zatrzęsła się już w 4. minucie. Petr Schwarz podał do Piotra Malinowskiego, temu dopisało szczęście – odbita od słupka piłka odbiła się od pleców golkipera Legii Radosława Majeckiego i wpadła do bramki. – Nie sądziliśmy, że spotkanie może zacząć się dla nas tak źle. Ta bramka pokrzyżowała nam plany – powie później na pomeczowej konferencji trener Ricardo Sa Pinto. Z perspektywy Rakowa całkowicie odwrotnie – lepiej zacząć się po prostu nie mogło!

Raków mimo szybkiego objęcia prowadzenia nie zamurował bramki, nadal grał bardzo atrakcyjnie dla oka. Legia musiała być w mocnym szoku i długimi fragmentami nie potrafiła stworzyć sobie żadnej sytuacji, często ograniczała się do wybijania piłki. W 30. minucie to jednak czerwono-niebieskim przytrafił się bardzo poważny błąd. Piłka odskoczyła rozgrywającemu dobre spotkanie Arkadiuszowi Kasperkiewiczowi, pomyłki kolegi nie zdołał naprawić Igor Sapała i w sytuacji sam na sam z Kubą Szumskim znalazł się Michał Kucharczyk. Wykorzystał okazje z zimną krwią i na tablicy wyników pojawił się remis. Taki wynik nie zmienił się do końca pierwszej połowy.

Po przerwie trzeba przyznać, że gra mistrza Polski nieco się poprawiła. Między 53. a 68. minutą Legioniści mieli kilka sytuacji do zdobycia bramki, nieco ożywienia w ich grę wprowadził też Carlitos który wszedł z ławki. – Mieliśmy sporo sytuacji, ale żadnej nie potrafiliśmy wykorzystać – mówił po meczu kontrowersyjny szkoleniowiec Legii. Raków przetrzymał jednak trudny okres i sam stwarzał sobie sytuacje. W końcówce nawet wydawało się, że będzie rzut karny dla gospodarzy po zagraniu ręką jednego z graczy Legii w polu karnym. Sędzia po obejrzeniu powtórki w systemie VAR zdecydował jednak jedynie o rzucie rożnym. Później doliczył 5 minut do regulaminowego czasu gry, ale to okazało się za mało na wyłonienie zwycięzcy. A więc dogrywka, a emocje i puls kibiców gospodarzy rosły z sekundy na sekundę.

Dogrywkę z wysokiego C rozpoczęła Legia, która chciała pójść śladem Rakowa z początku meczu i szybko zdobyć bramkę. Gospodarze przetrzymali jednak cztery nerwowe minuty, a potem już było tylko lepiej. Z minuty na minutę to częstochowianie zaczęli dominować, dłużej rozgrywać piłkę i stwarzać sobie bramkowe sytuacje. Kiedy wszyscy powoli szykowali się na rzuty karne, idealnie piłkę na głowę Andrzeja Niewulisa dośrodkował Daniel Bartl. Była 112. minuta, a „Limanka” dosłownie eksplodowała. Stało się jasne, że sen o Warszawie może trwać dalej, a Raków minuty dzieliły od awansu i napisania historii. W końcówce za drugą żółtą kartkę wyleciał jeszcze gracz Legii Cafu. Czerwono-niebiescy wytrzymali i wielkie świętowanie można było rozpocząć na dobre.

Piłkarskie media zaczęły wstawiać nagłówki o sensacji, ale ciężko się z nimi zgodzić. Raków wygrał całkowicie zasłużenie, nie odstawał od Legii piłkarsko, nie brakowało mu umiejętności, a w decydujących momentach zimnej krwi i chłodnej głowy. Przede wszystkim wygrał jednak sercem na boisku i to cieszy najbardziej. – Zawodnicy wykonali tytaniczną pracę, żeby zamknąć zawodników Legii. Nie pozwoliliśmy im rozwinąć skrzydeł. Jestem dumny z tej drużyny! – szczerze przyznał po meczu trener Papszun. – Nie zasłużyliśmy na przegraną, ale takie są reguły Pucharu. Jesteśmy rozczarowani, nie takie były nasze oczekiwania – odpowiedział Sa Pinto.

W półfinale Raków wpadnie na Lechię Gdańsk, Jagiellonię Białystok lub zwycięzcę meczu Puszcza Niepołomice – Miedź Legnica (mecz 14 marca, godz. 16.15). Jeśli pokona tę przeszkodę, po raz drugi w swej 98-letniej historii zagra w finale Pucharu Polski. W połączeniu z awansem do Lotto Ekstraklasy, który może im zabrać tylko niewyobrażalny kataklizm byłby to najlepszy sezon w historii klubu.

Raków Częstochowa – Legia Warszawa 2:1 pd. (1-1, 1-1)

1-0 Piotr Malinowski 4’
1-1 Michał Kucharczyk 30’
2-1 Andrzej Niewulis 112’

Raków: Szumski – Petrasek, Niewulis, Kasperkiewicz, Malinowski, Schwarz, Sapała, Kun, Listkowski (85. Bartl), Zachara (58. Szczepański), Musiolik (94. Friday Eze)

Legia: Majecki – Stolarski, Jędrzejczyk, Remy, Hlousek, Antolić, Kucharczyk (109. Praszelik), Medeiros (74. Agra), Nagy (46. Carlitos), Hamalainen (82. Kulenović)

Mariusz Rajek, zdj. rksrakow.pl