Co Ty Nato(n)? Włókniarzu, zacznij szanować kibica, bo oprócz sukcesu tracisz szacunek

Co Ty Nato(n)? Włókniarzu, zacznij szanować kibica, bo oprócz sukcesu tracisz szacunek

„To jest kpina. Jestem całym sercem za Włókniarzem, ale to już przesada. Ludzie jadą z całej Polski na mecz, a kolejny raz przed samym spotkaniem pojawia się komunikat, że odwołany. Zastanówcie się, co robicie, bo kibice mogą stracić cierpliwość” – to jeden z komentarzy pod informacją dotyczącą odwołania piątkowego meczu Eltrox Włókniarz – PGG ROW. Chcecie poczytać więcej? Wpadnijcie na fan page częstochowskiego klubu.

Nie było trudno znaleźć negatywny komentarz pod adresem Włókniarza na facebooku. Nie ma co się dziwić – kibicom, nawet tym najwierniejszym, po prostu puszczają nerwy. Dlaczego? Bo klub jawnie lekceważy swoich fanów. Chcą, żeby przychodzili na mecze, żeby płacili za bilety, ale ludzie tam pracujący nie potrafią nawet ostrzec ich, że spotkania może nie być, że jest zagrożone. W zamian oferują czekoladki od Wedla… Ciekawe jaki smak? Chyba gorzki…

Dwóch znajomych, każdy z nich starszy ode mnie o dobre kilkadziesiąt lat. Jeden z nich to mój sąsiad z rodzinnego domu. Zaczepia mnie na parkingu i mówi „Chodzę na Włókniarz od 50 lat, ale coś we mnie pękło. Mocno zastanawiam się czy sobie nie odpuścić i po prostu nie zacząć oglądać żużla w telewizji”. Ów wypowiedź miała miejsce po skandalu Włókniarz – Stal Gorzów.

Drugi z nich zadzwonił do mnie w piątkowe popołudnie i pyta się mnie o komentarz do niedoszłego spotkania z ROW-em Rybnik. Co ciekawe, rozmawialiśmy ze sobą przez telefon zaledwie kilka dni wcześniej i zasugerowałem, że klub nie szanuje kibiców, bo dlaczego do ostatniej chwili zwlekał z komunikatem, że meczu z Gorzowem może nie być, że jest zagrożony, że istnieje takie ryzyko, że się nie odbędzie? W zamian pojawiła się informacja o… otwarciu bram stadionowych. Parodia to mało powiedziane. Stanisław Chomski, menadżer Stali o godz. 15:00 wiedział już o tym, że tamtego meczu nie będzie. Nie wierzę, żeby w klubie byli na tyle ślepi, aby myśleli, że to spotkanie się odbędzie. Dlaczego klub nie potrafił napisać chociażby krótkiej notki o tym? W zamian kibice byli zmuszeni stać przed stadionem i tkwić w niewiedzy.

I tak rozmawiając sobie z moim znajomym obaj doszliśmy do takiego wniosku, że klub jawnie lekceważy sobie kibiców takimi działaniami. Żaden z nas nie spodziewał się, że do podobnego przypadku dojdzie tak szybko…
„No widzisz miałeś rację. Tyle lat chodzę na żużel, ale pierwszy raz zastanawiam się czy nie przerzucić się na młodzieżówkę, na jakieś inne zawody, a mecze ligowe zostawić sobie w telewizji. Mniej nerwów, szkoda zdrowia. Kiedyś to wszystko było bardziej przejrzyste, a teraz?” – skwitował.

A ja nie mam z tego powodu satysfakcji, a wręcz przeciwnie. Jest mi przykro, że dochodzi do takiej sytuacji, zwłaszcza jak czytam komentarze.

„Pod stadionem się dowiedziałem. Żenada”, „Właśnie przyjechałem z Krakowa. 150 km w jedną stronę. Szybko żeby zdążyć na ostatni mecz. I co? Dowiaduję się o 18.30 że mecz się nie odbędzie bo kiedyś padał deszcz. Mam karnet. Jestem na wszystkich meczach w Czewie (…)” (pisownia oryginalna).
„Czy panowie decyzyjni znów ujrzeli tor 2 godziny przed meczem? Brawo! Kibice organizują zbiórki w internecie na kary dla klubu, a Państwo dalej grają kibicom na nosie”.

„Fajnie, że informują ludzi jak już jesteśmy w Częstochowie… (kibice z Rybnika)”.
Takich komentarzy jest mnóstwo. Już po niedoszłym spotkaniu z Gorzowem doszło do sytuacji, w której klub jak gdyby nigdy nic zapraszał kibiców na stadion, aby nagle poinformować, że meczu nie będzie. Żadnego ostrzeżenia, żadnego komunikatu. Nic. Byłem jedną z „ofiar”, bo na to spotkanie przyjechałem prosto z Warszawy. Może gdyby klub wcześniej poinformował, że ów mecz jest zagrożony – przemyślałbym sprawę i oszczędził sobie kilkuset kilometrów. A przecież takich przypadków można mnożyć. Klub nie wyciągnął wniosków.

Gdybym zdecydował się na przyjazd na mecz z Rybnikiem, przeżyłbym deja vu…, bo przecież klub nie raczył poinformować o tym, że cokolwiek może zagrozić temu spotkaniu w jego odbyciu się. I jeszcze ten komunikat o otwarciu bram stadionowych. Po co? Żeby kibice weszli i dowiedzieli się tak nagle, że spotkania nie ma? Czy klub jest ślepy na komentarze/pytania kibiców? Wspomniałem wcześniej o moich dwóch znajomych, którzy poczuli niechęć do tego sportu, do Włókniarza. A nie nazwałbym ich „sezonowcami”…

Nie kwestionuję tego, że mecz był zagrożony, że faktycznie nie dało się jechać na tym torze. Czy faktycznie z powodu opadów? Opinie są różne, bo jedni uważają, że to bzdura, gdyż opady nie były duże, inni z kolei tłumaczą odwołanie sporym deszczem. Czy nawierzchnia po jej nieregulaminowym dosypaniu zdążyła się „związać”? Tak czy inaczej włodarze klubu wiedzieli znacznie wcześniej, że mecz jest zagrożony. Tymczasem na fan page’u Włókniarza oraz jego stronie internetowej żadnej informacji na ten temat. I znowu można zacytować internautów.

„Przeżyjmy to jeszcze raz. Serio to jest niemożliwe, Wy myślicie ze wszyscy kibice mieszkają 1 km od stadionu i wyjdą w kapciach na mecz ? Wielu ludzi dojeżdża, i prócz kupna biletu są również koszty dojazdu itd. Serio ludzie mają znowu przyjechać i pojechać do domu kilkadziesiąt km ? Skoro wiecie ze są problemy jak ostatnio to odwołujcie już, i po temacie”.

„Informacji jak zawsze brak, gdzieś oczywiście macie kibiców którzy jadą z daleka na mecz. To jest jakaś kpina naprawdę. Ludzie maja jechać ileś km na mecz, którego nie będzie, bo nie umiecie podać żadnego komunikatu. Zdjęć z toru, z parku maszyn również nie ma… wiec to chyba wiele mówi”.

Włókniarzu, przeżywasz trudny okres, ale sam sobie zgotowałeś ten los. W tym wszystkim nie zapominaj jednak o kibicu, skoro często szczycisz się najwyższą frekwencją w lidze. Bo za chwilę oprócz sukcesu sportowego, stracisz także i jego, a pamiętaj, że koniec końców to właśnie kibic jest w tej zabawie najważniejszy.

Krystian Natoński

* punkt widzenia naszych dziennikarzy nie musi się pokrywać z opinią naszego medium