Co ty Nato(n)? W Zielonej Górze widowisko dozwolone od lat 18

Co ty Nato(n)? W Zielonej Górze widowisko dozwolone od lat 18

Kiedyś jeden z telewizyjnych ekspertów, będąc jeszcze trenerem zespołu z ekstraklasy, pokusił się o stwierdzenie, że jego drużyna zagrała tak, że była to „piłkarska pornografia”. O podobne – mocne, ale jakże dobitne określenie możemy się pokusić po tym, co zobaczyliśmy w poniedziałkowe popołudnie w Zielonej Górze.

Leon Madsen, z którym rozmawiałem dzień po meczu z MrGarden GKM-em Grudziądz przyznał, że prawdziwy test nastąpi dopiero w Winnym Grodzie – bo na wyjeździe, bo większa klasa rywala, który dodatkowo był opromieniony triumfem w Rybniku – a jak powszechnie wiadomo, w PGE Ekstralidze każde zwycięstwo wyjazdowe jest bezcenne, nawet z beniaminkiem skazywanym na spadek.

I ci sami zielonogórzanie mieli zweryfikować potencjał Eltrox Włókniarza i dać odpowiedź wszystkim zainteresowanym – czy biało-zieloni byli tak mocni w starciu z grudziądzanami, czy może Grudziądz był po prostu słaby?
To jednak częstochowianie zweryfikowali Falubaz, bo przecież można równie dobrze odwrócić pytanie – czy to zielonogórzanie byli tak mocni w Rybniku, czy może ROW tak po prostu słaby?

Optymiści wierzyli w zwycięstwo Lwów, realiści w wyrównane starcie. Wszak Włókniarz w ostatnich latach dobrze prezentował się w Winnym Grodzie, wygrywając tam dwa lata temu. Wówczas bezbłędnie pojechał Fredrik Lindgren, który i tym razem był blisko maksimum. „Wyręczył” go jednak Jason Doyle – były rajder Falubazu, który nie zapomniał jak ściga się w Grodzie Bachusa.

Czy słabą postawę gospodarzy można zrzucić na karp przełożonego o jeden dzień meczu i tym samym innych warunków torowych? Nie. Tłumaczenia, że mamy złe przełożenia, że zaskoczyła nas nawierzchnia, że padał deszcz – to wszystko może „kupić” żużlowy laik, a takie usprawiedliwienia można przyjąć co najwyżej od juniora, który dopiero co zdał licencję. My mówimy jednak o PGE Ekstralidze – najbardziej wymagającej lidze świata, gdzie jeżdżą najlepsi z najlepszych. Profesjonaliści powinni być przygotowani na każde warunki, bo czy pierwszy raz jechali u siebie tuż po opadach deszczu? Czy Piotr Protasiewicz lub Patryk Dudek, którzy zielonogórski owal znają jak własną kieszeń, nigdy wcześniej nie jechali na tym torze w takich warunkach?

Eltrox Włókniarz był po prostu lepszy, szybszy, sprytniejszy, bo nawet w biegach, w których przegrywał rywalizację na pierwszym łuku, potrafił umiejętnie wyprzedzić rywala. Uczynił to chociażby Leon Madsen, który znakomicie czytał tor. Biało-zieloni wygrywali starty na potęgę, nie pozostawiając złudzeń kto jest lepszy na tym etapie sezonu. Przyjezdni mieli nawet większą prędkość, używając przy tym drugich motocykli. To uczynił przed jednym z biegów Duńczyk, a także Fredrik Lindgren, który był do tego zmuszony ze względu na upadek. Na ogół takie roszady nie są dobrym zwiastunem, ale częstochowianom w tym spotkaniu nic nie przeszkadzało.

Każdy w ekipie częstochowskiej pojechał koncertowo. Znowu należy pochwalić juniorów, drugą linię oraz liderów. To zwycięstwo jest o tyle cenne, że śmiem wątpić, aby zielonogórzanie drugi raz tak słabo zaprezentowali się na własnym obiekcie. Gospodarze z pewnością wyciągną wnioski i niewykluczone, że każdy kolejny rywal będzie wyjeżdżał z Winnego Grodu z porażką. To atut Lwów, którzy kosztem potencjalnego adwersarza w walce o play-off zainkasowali dwa punkty i w perspektywie także bonusa.

Przed Eltrox Włókniarzem kolejny mecz u siebie, tym razem z Betard Spartą Wrocław. Ależ chciałoby się, aby do tego czasu rząd dał zielone światło na wypełnienie stu procent pojemności stadionu. Wówczas na Arenie zielona-energia.com zasiadłby z pewnością komplet publiczności – nie dość, że spragnionej żużla na żywo, to jeszcze rozochoconej takimi wynikami częstochowian.

Do meczu ze Spartą zostało jeszcze sporo czasu, wciąż z niepokojem przyglądamy się prognozom pogody, ale miejmy nadzieję, że spotkanie odbędzie się zgodnie z planem, również z kibicami na trybunach. Bo przecież niemożność oglądania takiego Włókniarza na żywo to grzech, i to ciężki.

Krystian Natoński