Co ty Nato(n)? Skra zaczyna sezon. Powalczy o awans, żeby się utrzymać?

Co ty Nato(n)? Skra zaczyna sezon. Powalczy o awans, żeby się utrzymać?

Piłkarski sezon 2020/2021 rozkręca się coraz mocniej. Rozgrywki w PKO BP Ekstraklasie zainaugurował już Raków Częstochowa, a w niedzielę – w samo południe, zmagania w drugiej lidze rozpocznie częstochowska Skra. I jak zawsze przed premierowym starciem nadzieje na dobry wynik są spore.

Chcesz się utrzymać? Walcz o awans!

Takie hasło towarzyszyło wielu drugoligowcom w poprzednim sezonie, w którym losy awansu oraz spadku dostarczyły niesamowitych emocji. Zespoły z środka tabeli niemal do samego końca były uwikłane w walkę o miejsca barażowe pozwalające grać o awans do Fortuna 1 Ligi, jednocześnie… broniąc się przed degradacją. W tym gronie była też Skra, która balansowała między strefą spadkową a barażową. Jeszcze na dwie, trzy kolejki przed końcem rundy wiosennej ekipa spod Jasnej Góry miała bardzo realne szanse na wspomniane baraże i możliwość batalii o sensacyjny awans. Ostatecznie w ostatniej serii gier częstochowianie musieli uważać, aby nie spaść z trzeciej klasy rozgrywkowej w Polsce. Mimo wysokiej porażki w Rzeszowie ze Stalą 0:4, udało się zrealizować przedsezonowe założenia.

Czy w tym sezonie czekają nas podobne emocje? Ostatnie lata pokazują, że zarówno w pierwszej oraz drugiej lidze jest ich znacznie więcej niż w PKO BP Ekstraklasie, gdzie często gra się zachowawczo, bez polotu, starając się zrealizować (i tak bezowocnie w większości przypadków) zadania taktyczne. Na jej zapleczu często widzimy tzw. radosny futbol, gdzie ów dyscyplina taktyczna czasami schodzi na dalszy plan. Skąd to się bierze? Niekoniecznie dlatego, że są tam teoretycznie słabsi piłkarze, a bardziej dlatego, że w pierwszej i drugiej lidze gra więcej polskiej młodzieży zamiast „starych Słowaków”. A młodzi zawodnicy nie kalkulują, chcą się pokazać, popełniają błędy, ale przy tym dostarczają wielu emocji.

Transfery, czyli mistrz świata oraz lokalny Robert Lewandowski w Skrze

Ze Skry przed tym sezonem odeszło aż ośmiu piłkarzy, m.in. Daniel Rumin, Dawid Wolny, Oktawian Obuchowski czy Adrian Błaszkiewicz. Częstochowianie musieli szukać zastępstw, zwłaszcza w linii ataku. Z czwartoligowego Znicza Kłobuck udało się ściągnąć Kamila Wojtyrę. Bramkostrzelny napastnik imponuje warunkami fizycznymi – zupełne przeciwieństwo Rumina, podobny wzrostem do Wolnego, ale bardziej umięśniony. Parametrami i statystykami z ostatnich lat przypomina (zachowując oczywiście odpowiednie proporcje)… Roberta Lewandowskiego.

Zastanawia mnie transfer tego zawodnika, ponieważ profil Wojtyry bardziej pasuje do Rakowa, który słynie z tak silnych fizycznie snajperów vide Sebastian Musiolik czy Felicio Brown Forbes. Tymczasem Skra zawsze słynęła z napastników bardziej filigranowych (wyjątkiem Wolny), bazujących na szybkości – patrz Rumin czy wcześniej Damian Nowak. Być może stałe fragmenty gry staną się w tym sezonie bronią numer jeden dla Skrzaków wobec wzrostu Wojtyry czy grającego w obronie Adama Mesjasza.

Wojtyra w ostatnim sparingu w Bełchatowie niczym specjalnym nie zaimponował, ale być może potrzebuje jeszcze czasu, aby wkomponować się w zespół. Jego zadaniem z pewnością będzie gra tyłem do bramki, utrzymanie się jak najdłuższej przy piłce, aby dać czas na podpięcie się do akcji ofensywnych szybkich skrzydłowych.
Na Loretańską trafili także Stanisław Muniak, Karol Noiszewski (obaj transfer definitywny), Jakub Sinior oraz… Mateusz Bieniek. Bynajmniej nie chodzi jednak o siatkarza rodem z Blachowni, mistrza świata w siatkówce, który co prawda przed tym sezonem także zmienił klub, trafiając do PGE Skry Bełchatów. Mowa jednak o piłkarzu, który został wypożyczony z Zagłębia Sosnowiec. Nowe twarze Skry zaprezentowały się nomen omen w Bełchatowie na sparingu z GKS-em, ale po ciężkim mikrocyklu treningowym, mimo widocznej chęci, nie zabłysnęli. Zebrali jednak pozytywne recenzje od trenera. Na ile to kurtuazyjna wypowiedź, przekonamy się.

A skoro mowa o trenerze, to on także znajdzie się pod lupą kibiców oraz mediów. Został nim Marek Gołębiewski, który wcześniej pracował m.in. w Ząbkovi Ząbki. Pracował także z młodymi zawodnikami w Escola Varsovia, co mogło być ważnym czynnikiem w kontekście jego zatrudnienia w Skrze. W ostatnich latach duet Artur Szymczyk – Piotr Wierzbicki mieli nosa do szkoleniowców – Jakub Dziółka oraz Paweł Ściebura po okresie dobrej pracy w Częstochowie potrafili znaleźć zatrudnienie w bardziej renomowanych klubach.
Gołębiewski nie ma łatwego zadania, wszak ograniczony budżet sprawia, że nie mógł dokonać wielu transferów. Do tego dochodzi krótki okres przygotowawczy. Z drugiej strony jego poprzednicy też nie mieli lekko, ale swój kunszt potrafili udowodnić.

Kluczowi zawodnicy

Kto będzie ciągnął grę Skry w nadchodzącym sezonie? Jest kilku zawodników, którzy powinni być liderami zespołu na bazie swoich umiejętności, doświadczenia lub jednego i drugiego. Mowa tutaj o niezniszczalnym Piotrze Noconiu, Adamie Mesjaszu, Krzysztofie Naporze, Adamie Olejniku i Mariuszu Holiku. Kolejny raz ciekawie zapowiada się walka o miejsce w bramce. Młody, zdolny Mikołaj Biegański oraz rutyniarz Mateusz Kos.
Z dużą uwagą będę przyglądał się grze Radosława Gołębiewskiego. W tym młodym, bocznym defensorze tkwi olbrzymi potencjał, ale jakby wciąż jeszcze nie potrafił go w stu procentach pokazać na boisku. Posiada znakomicie ułożoną lewą nogę, co jest jego wielkim atutem. Potrafi kapitalnie dośrodkować zarówno z gry oraz ze stałych fragmentów, które nieprzypadkowo wykonuje, mimo że w drużynie chętnych do tego z pewnością nie brakuje. Bardzo liczę na tego piłkarza w tym sezonie, ponieważ uważam, że w dalszej przyszłości może zaistnieć na wyższym poziomie rozgrywkowym. Jego słabym punktem jest wciąż dyscyplina taktyczna – często gubi pozycje i nie zawsze wie jak się ustawić w grze obronnej. W Bełchatowie często korzystał ze wskazówek bardziej doświadczonego Dawida Niedbały.

A skoro mowa o Niedbale, to tego zawodnika zostawiłem sobie na koniec, ponieważ dla mnie to motor napędowy Skry od kilku lat. Często niedoceniany – może dlatego, że przy jego nazwisku brakuje czasami liczb takich asysty czy bramki, mimo że potrafi rozegrać kapitalne zawody. Niedbała to silnik, serducho i motor napędowy tego zespołu. Ciężko mi wyobrazić sobie Skrę bez tego piłkarza, który imponuje nie tylko walecznością, determinacją, ale posiada także znakomite umiejętności techniczne i przede wszystkim jest bardzo szybki i zwinny. Takie zawodnika chciałby mieć w swojej ekipie każdy trener i trochę dziwię się, że ktoś taki jak Niedbała nie został jeszcze skuszony przez kluby pierwszoligowe oraz ekstraklasowe. To chyba też trochę pokazuje jak w naszym kraju kuleje skauting, który bardziej skupia się na wspomnianych już przeze mnie „starych Słowakach”.

Słabe strony, czyli znak zapytania… znakiem zapytania

Nie, to nie jest masło maślane. Otóż dużym znakiem zapytania przed kolejnym sezonem Skry jest… znak zapytania widoczny na koszulkach meczowych, który ma symbolizować kiepskie relacje z urzędem miasta, któremu współpraca z klubami piłkarskimi w Częstochowie nie jest po drodze. Skra posiada najniższy budżet w drugiej lidze i jako jedyny klub w tej klasie rozgrywkowej nie przekracza on miliona złotych. To ewenement i wielka sztuka bazować jedynie na prywatnych środkach w naszym kraju. W dalszej perspektywie odcinanie się od sponsoringu ze spółek skarbu państwa oraz samorządów jest dobrym rozwiązaniem, ale jak wspominał prezes Rakowa, Wojciech Cygan w rozmowie z Radio FON – z miesiąca na miesiąc, tak nagle, może oznaczać rychły koniec wielu klubów.

Skra nie kończy swojej działalności, ale na Loretańskiej liczą każdą złotówkę. Finansowy znak zapytania może niepokoić również zawodników, którzy chcieliby mieć stabilność finansową, skupić się wyłącznie na grze w piłkę, ale z wiadomych względów oprócz treningów muszą jeszcze dorabiać. To największy minus klubu, który miejmy nadzieję, że nie przełoży się na aspekt sportowy.

Mocne strony, czyli twierdza „Loreta”

Boisko przy ul. Loretańskiej to wciąż „terra nova” dla wielu klubów oraz zawodników zjawiających się w Częstochowie. Kameralny obiekt oraz sztuczna nawierzchnia sprawiła problemy już wielu renomowanym drużynom. W polskich realiach piłkarze trenują i grają na co dzień na naturalnej murawie, często są to niestety „klepiska”. Tymczasem każdy rywal, który przyjeżdża na „Loretę” musi zmierzyć się z szybką grą Skry, która u siebie jest w stanie pokonać każdego. Nie można jednak liczyć, że częstochowianie będą u siebie ogrywać wszystkich, ale mało który zespół ma taki atut własnego boiska jak Skrzacy.

Nowe pokolenie kibiców zakocha się w Skrze?

Powszechnie wiadomo, że frekwencja na meczach Skry nie powala na kolanach, ale ostatnie sezony i sportowy awans zespołu sprawia, że na trybunach pojawia się mimo wszystko coraz większa rzesza młodych kibiców, którym po prostu gra drużyny może się podobać. Należy mieć nadzieję, że w kampanii 2020/2021 ów frekwencja będzie jeszcze wyższa, co sprawi, że zawodnikom będzie grało się jeszcze lepiej.

Krystian Natoński, zdj. Konrad Zadora 

*tekst powstał przed meczem Śląsk II – Skra (0-1)