Co ty Nato(n)? „Eksperci ich nienawidzą. Mieli spaść, a walczą o awans!”

Co ty Nato(n)? „Eksperci ich nienawidzą. Mieli spaść, a walczą o awans!”

Patrząc na poczynania Skry Częstochowa w okresie postpandemicznym, przypominają mi się slogany z pseudoreklam różnorakich suplementów diety i innych „wynalazków”, które mają na celu zachęcić ludzi do kupna danego produktu. Z tą różnicą, że w przypadku podopiecznych Pawła Ście…, tzn. Jacka Rokosy i Konrada Geregi nie ma mowy o nieuczciwości czy oszustwie.

Wbrew wszystkiemu, wbrew logice – Skra Częstochowa nie robi sobie nic z jakichkolwiek kłopotów i dalej nie przestaje zaskakiwać. Kilka dni temu jak grom z jasnego nieba spadła informacja o tym, że z klubu odchodzi Paweł Ściebura, który razem ze Skrą wchodził do drugiej ligi i pod którego wodzą częstochowianom udało się znakomicie wznowić rozgrywki po pandemii koronawirusa. 35-letni szkoleniowiec postanowił spróbować swoich sił w Fortuna 1 Lidze jako opiekun GKS-u 1962 Jastrzębie. Wydawałoby się, że taki cios podłamie „Skrzaków”. Do zakończenia sezonu zostało już tylko kilka kolejek, Skra wciąż balansuje między strefą spadkową a czołowymi lokatami, mając w perspektywie bardzo wymagający wyjazd do Elbląga na mecz z Olimpią. I nagle wiadomość, że z drużyny odchodzi trener, któremu ufałeś i wierzyłeś jego filozofii. Po czymś takim wiele zespołów po prostu podłamałoby się.

Ale nie Skra. Być może piłkarze Olimpii Elbląg po informacji o odejściu Ściebury ze Skry właśnie tak sobie pomyśleli – że częstochowianie przyjadą nieco zbici mentalnie. Nie można przecież porównać tego do odejścia Jakuba Dziółki z klubu przy ul. Loretańskiej. Pamiętajmy, że ówczesny szkoleniowiec Skry odszedł po zakończonej rundzie jesiennej, w przerwie zimowej. To też była zaskakująca informacja i wydawało się, że ekipa spod Jasnej Góry na wiosnę nie podoła. Wiemy, że skończyło się awansem, a drużynę do tego poprowadził właśnie Ściebura.

Ten sam Ściebura odszedł jednak w bardzo newralgicznym momencie, bo w trakcie sezonu, i to wyjątkowego, okraszonego przerwą z powodu pandemii, po której to Skra jest na fali i może nawet powalczyć o coś więcej niż tylko spokojne utrzymanie. Można jedynie domyślać się, że to nie była łatwa decyzja do podjęcia.

Częstochowianie znowu jednak zawstydzili wszystkich niedowiarków, aczkolwiek teraz sugestie, że gra zespołu może się podłamać były jak najbardziej na miejscu. Drużynę przejął Jacek Rokosa, przed którym ciążyła wielka odpowiedzialność przejęcia schedy po Ścieburze. Paradoksalnie o wiele łatwiej wchodzi się do szatni zespołu, który jest w dołku i nie notował dobrych rezultatów. Wówczas można wskrzesić w zawodnikach nowego ducha. Czasami wystarczy jakaś motywująca przemowa. Nieprzypadkowo przecież mówi się o „efekcie nowej miotły”. Tymczasem Rokosa wszedł do drużyny, która od kilku dobrych tygodni jest wychwalana, która gra efektownie i co istotne – efektywnie. Dodatkowo mówimy o debiucie trenerskim przeciwko ekipie Olimpii Elbląg, która celuje w awans.

Zwycięstwo na północy kraju pokazuje, że Skra to nie tylko drużyna piłkarska, ale coś znacznie więcej. To grupa ludzi, która w trudnych chwilach potrafi się jednoczyć na przekór wszystkim i wszystkiemu. Im gorsze informacje docierają z Lorety dotyczące budżetu, dotacji, współpracy z miastem, infrastruktury itd., tym piłkarze grają coraz lepiej. Do zakończenia sezonu zostały jeszcze trzy mecze, w których dowiemy się czy Skrze uda się sensacyjnie wywalczyć mimochodem miejsce w barażach. Co by się jednak nie wydarzyło, „Skrzakom” już teraz należą się wielkie brawa za dotychczasowe emocje, a jestem spokojny, że częstochowianie w tych ostatnich spotkaniach dadzą sobie radę. Dlatego panie prezydencie Krzysztofie Matyjaszczyku, szykuj pan kasę, bo Skra ma formę na ekstraklasę!

Krystian Natoński