Co Ty Nato(n)? Częstochowa bez Rakowa? Prezes Cygan: Środki zostały obcięte nieproporcjonalnie dla nas i dla Włókniarza

Co Ty Nato(n)? Częstochowa bez Rakowa? Prezes Cygan: Środki zostały obcięte nieproporcjonalnie dla nas i dla Włókniarza

Czy miasto Częstochowa to sportowe miasto? To pytanie można zostawić otwarte i pozwolić kibicom na wypowiedzenie się. Wydaje się, że niekoniecznie, zwłaszcza, jeżeli dotyczy to piłki nożnej. Skra Częstochowa występuje z dużym znakiem zapytania na koszulkach, podczas gdy Raków zrezygnował z herbu miasta na swoich trykotach. Biorąc pod uwagę, że RKS gra w Bełchatowie, śmiało można powiedzieć, że Częstochowa jest w tym momencie bez Rakowa…

W przypadku Skry miasto zachowało się bardzo nie fair. Otóż częstochowianie nie mogą ubiegać się o dodatkowe środki z miasta z tytułu promocji poprzez piłkę nożną, ponieważ dotyczy ona klubów… pierwszoligowych i ekstraklasowych. Co ciekawe, gdy Skra występowała jeszcze w trzeciej lidze, taki zapis dotyczył również drużyn drugoligowych. Przypadek?

W przetargu, który – nie ma co się oszukiwać, wygrałby Raków, odjęto milion złotych ze względu na ewentualne koszta związane z budową stadionu piłkarskiego. Znaleziono jednak tańszego inwestora niż zakładano, toteż klub z Limanowskiego, a bardziej z nowej dzielnicy Częstochowy jaką jest Bełchatów, liczył, co zrozumiałe, że ów milion z powrotem trafi do puli. Nic z tego. Więcej o tym w rozmowie z prezesem Wojciechem Cyganem.

Klub wystosował oświadczenie do magistratu dotyczące promocji miasta poprzez sport. Na koszulkach drużyny brakuje herbu miasta. Dlaczego?
– Nasze pismo dotyczy decyzji władz miasta i aktualnej sytuacji, w jakiej znajduje się klub. Raków obecnie nie promuje Częstochowy. Nie przystąpił do ogłoszonych przetargów po tym jak przeznaczona na promocję kwota została zmniejszona o ponad milion złotych. W ostatnich dniach zwróciliśmy się z apelem do prezydenta, do radnych, żeby jeszcze raz zastanowili się nad tym, czy nie warto wrócić do tych poprzednich kwot zapisanych w budżecie. Oczywiście to nie jest tak, że ten przetarg jest dedykowany tylko dla Rakowa, bo może do niego przystąpić jakikolwiek inny klub piłkarski spełniający warunki określone w specyfikacji. Ostatnie lata pokazały jednak pewną prawidłowość, że w tych przetargach na żużel wygrywał Włókniarz, a w przetargach na piłkę wygrywał Raków. Po odcięciu kwoty o milion złotych na promocję poprzez piłkę nożną, była ona absolutnie niewspółmierna do oczekiwań miasta, jeśli chodzi o świadczenia reklamowe, i stąd nasza decyzja. Warto także wskazać, iż w trakcie dyskusji na sesji pojawiła się argumentacja, że obcięcie tej kwoty o milion to zabezpieczenie w sytuacji, gdyby była konieczność na podpisanie umowy z wykonawcą stadionu na wyższą kwotę. Jak się okazało, umowa została podpisana z wykonawcą, który zaproponował niższą kwotę, więc ta argumentacja straciła na aktualności i także dlatego pozwoliliśmy sobie wystosować nasz apel.

Wierzy pan, że ta nadwyżka trafi do klubu?
– To nie jest kwestia wiary. To kwestia decyzji po stronie radnych, władz miasta – czy rozważają promocję na strojach oraz materiałach Rakowa, czy też tego nie chcą.

A były jakieś sygnały z miasta, że chce z wami rozmawiać? Wygląda to tak, że wy musicie wysyłać oficjalne pismo, bo nie ma żadnego odzewu z magistratu.
– Nie ukrywam, że chcemy się spotkać z przedstawicielami miasta i porozmawiać. Wiemy, że jest okres urlopowy i wakacyjny, co nie sprzyja temu, aby wszyscy byli na miejscu. Wiemy też doskonale, że im bliżej końca roku, tym ten temat będzie coraz mniej aktualny, dlatego też właśnie teraz u progu nowego sezonu zwróciliśmy się z tym apelem i czekamy na efekty.

A oficjalna nazwa klubu w chwili obecnej to jest Raków Częstochowa czy RKS Raków?
– Nic nie uległo zmianie. Zarówno nazwa spółki i jak i nazwa klubu, pod którą występuje on na boiskach.

Czyli nie było pomysłu, żeby odciąć nazwę miasta od nazwy klubu?
– Nie. Nie jesteśmy cudakami, ani wariatami. My nie żądamy, żeby miasto utrzymywało kluby sportowe. Jednak do tej pory w tych trudnych relacjach z miastem, które sukcesywnie staramy się budować, zostaliśmy zaskoczeni tym, że w czerwcu, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, nagle te środki przeznaczone na przetarg na promocję przez piłkę nożną zostały obcięte o ponad milion złotych, i zostały obcięte nieproporcjonalnie dla nas i dla Włókniarza, tylko po prostu równo o ponad milion złotych. Zdajemy sobie sprawę z sytuacji finansowej miasta, z tego jakie są problemy, wymagania oraz inne potrzeby. Jeszcze raz powtórzę – my nie żądamy, żeby miasto utrzymywało klub, tylko w ramach i tak już pomniejszonej względem poprzednich lat kwoty, wrócić do wcześniejszych zapisów w budżecie, zwłaszcza, że – jak podkreślam – okazało się, że w przetargu na modernizację obiektu została wybrana ostatecznie ta niższa oferta.

Milion złotych pewnie nie spowoduje jakichś istotnych zawirowań w funkcjonowaniu klubu, ale jednak to są duże pieniądze, która można byłoby wykorzystać.
– Oczywiście, że tak. Proszę pamiętać, że Raków na stulecie klubu deklaruje głośno, że chciałby osiągnąć historyczny sukces. I po tym poprzednim sezonie chciałby dalej iść do przodu i się rozwijać. Oczywiście nie mogliśmy sobie tych pieniędzy zapisać w budżecie, bo to jest przetarg. W naszych planach i założeniach jednak mogliśmy zakładać, że w tym przetargu wystartujemy i mamy szansę go wygrać. Teraz musimy nagle odjąć sobie te środki z naszych planów.

Obchody stulecia klubu będą z tego powodu zagrożone?
– Nie. Nie bijmy na alarm, że klub upada i że nie będzie obchodów, natomiast wydaje mi się, że Raków dość dobrze promuje Częstochowę i jest w stanie na stulecie zrobić coś wyjątkowego. Byłoby nam bardzo miło, gdyby miasto chciało z nami obchodzić to święto i promować się przy okazji. Te ostatnie decyzje mogą jednak to utrudnić.

Tak się wydaje, że miasto właśnie kosztem sportu chce zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy. Piłkarze Skry Częstochowa grają w koszulkach ze znakiem zapytania, bo ich relacje z miastem nie są najlepsze.
– Nie chciałbym wchodzić w analizę sytuacji finansowej miasta. Słyszę zewsząd, że nie jest łatwo, ale proszę pamiętać, że nasz apel nie dotyczy jakichś dodatkowych pieniędzy, ale rozpisania przetargu na kwoty i tak mniejsze niż te ubiegłoroczne, pomimo oczywistego przecież faktu, że Raków awansował do Ekstraklasy i możliwości promocyjne przy tej okazji są dużo większe.

Coraz częściej pojawiają się komentarze, aby polskie miasta, samorządy całkowicie odcięły się od wspierania prywatnych podmiotów, klubów sportowych, trochę tak jak w modelu zachodnim. Czy uważa pan, że to jest w ogóle realne w naszym kraju?
– Myślę, że byłoby to trudne, gdyby to miało nadejść z miesiąca na miesiąc. To byłaby katastrofa dla wielu klubów. W przypadku Rakowa samorząd nie utrzymuje klubu. Tak naprawdę miasto wykupuje pewną usługę, tak jak ma to miejsce przy wydarzeniach artystycznych, kulturalnych, gdzie też promuje się jako miasto, wykupując taką samą reklamę, jaką wykupuje na żużlu, na piłce nożnej czy na jakiejkolwiek innej dyscyplinie sportowej. Są miasta, które wykupują reklamy w mediach czy pojawiają się na billboardach. To są sposoby na reklamę miasta. Także po to, żeby do niego podążali turyści, przyjeżdżali kibice i pojawiali się inwestorzy. Promocja miasta nie jest sytuacją, w której samorząd utrzymuje klub sportowy. O tym możemy mówić wtedy, gdy miasta angażują się właścicielsko, jak to ma miejsce chociażby na Górnym Śląsku. Myślę, że akurat taka formuła będzie kiedyś musiała ulec zmianie, bo miasta nie będą w stanie utrzymywać klubów sportowych, brać na siebie prowadzenie klubów i związane z tym ryzyka.

Rozmawiał Krystian Natoński