Co Ty Nato(n)? Arkadiusz Gołaś. Idol Tysiąclecia, Częstochowy, Polski i Europy

Co Ty Nato(n)? Arkadiusz Gołaś. Idol Tysiąclecia, Częstochowy, Polski i Europy

– Jechaliśmy we czwórkę samochodem na turniej do Rzeszowa. Oglądaliśmy zdjęcia z wesela. Wiadomo, w takich sytuacjach jest dużo śmiechów i żartów. Nagle dzwoni telefon do „Igły”. Kilka chwil później – krzyk, płacz, histeria. Stajemy na poboczu, aby dowiedzieć się co się stało. To Arek. Arek Gołaś. Zginął w wypadku. Wszyscy zaczęliśmy płakać.

Ten moment Damian Dacewicz zapamięta do końca życia. Właśnie w takich okolicznościach, jadąc samochodem wraz z braćmi Andrzejem i Krzysztofem Stelmachem oraz Krzysztofem Ignaczakiem, oglądając zdjęcia z wesela Arkadiusza Gołasia, dowiedział się o jego śmierci. To było 15 lat temu.

Arek zginął w wypadku pod Klagenfurtem. Jechał ze swoją żoną do Włoch, gdzie miał podpisać kontrakt życia – z Lube Banca Macerata. O tym zespole mówiło się wówczas, że to siatkarski Real Madryt. Arkadiusz już wtedy był niesamowicie uzdolnionym siatkarzem, ale jego prawdziwy potencjał miał zostać uwidoczniony właśnie na Półwyspie Apenińskim.

Wielu starszych kibiców doskonale wie, że Arek siatkarsko, ale także życiowo dojrzewał w Częstochowie. Mimo, że nie jest częstochowianinem, wielu z nas traktuje go jako wychowanka AZS-u, kogoś stąd, idola dzielnicy AZS-u – Tysiąclecia, który następnie stał się idolem całego miasta, potem jako reprezentant – idolem kraju, a następnie Europy, będąc rozchwytywanym przez najlepsze kluby na Starym Kontynencie.

Każdy klub sportowy ma swoje legendy, z których jest dumny, które wspomina z nostalgią. Przykre, że kibice siatkówki pod Jasną Górą doczekali się czasów, że nie ma z nami nie tylko Arka, ale nie ma także AZS-u. Klub przez lata organizował memoriał im. Arkadiusza Gołasia, kibice na meczach wywieszali transparenty z podobizną Arka. Nazwisko Gołaś zawsze będzie kojarzone z Częstochową, z biało-zielonymi barwami. Pamięć po Arku jednak pozostaje, a sam zainteresowany z pewnością spogląda z góry na nas i mocno kibicuje, aby za jakiś czas sześciokrotny mistrz Polski wstał z kolan, a kibice gromadząc się na jego meczach znowu mogli skandować jego imię i nazwisko.

Arkadiusz z AZS-em nie zdobył mistrzostwa Polski, ale zdobył serca kibiców. Był chłopakiem, którego można było spotkać na mieście, zaczepić, pogadać. Nie dało się wyczuć, że to człowiek, który za chwilę będzie gwiazdą światowego formatu. Gdyby żył dzisiaj, w dobie social mediów, byłby „śledzony” przez miliony fanów. Tymczasem Arek chciał żyć normalnie, bez „gwiazdorzenia”. Kochał fotografię oraz gry komputerowe, a jego najlepszym kumplem z drużyny był Krzysztof Ignaczak. Częstochowa dla Arka stanowiła wyjątkowy i bardzo duży rozdział w jego krótkim, ale mającym wiele wspaniałych chwil życiu. To właśnie w tym mieście z młodego, wątłego chłopca stał się mężczyzną, przed którym świat stał otworem.

Kilka lat temu miałem wielką przyjemność oraz zaszczyt pomagać Piotrowi Bąkowi przy tworzeniu biografii Arkadiusza Gołasia „Przerwana Podróż”. Z tej okazji zbierałem wypowiedzi tych, którzy Arka znali dobrze lub bardzo dobrze. Wśród nich był ten, który odkrył jego talent – Stanisław Gościniak. „Stanley” to człowiek instytucja światowej, polskiej i częstochowskiej siatkówki, twórca potęgi AZS-u. Kiedy zadzwoniłem do niego z prośbą o spotkanie i porozmawianie o Arku, zgodził się bez wahania. To miała być krótka rozmowa, która ostatecznie trwała kilkadziesiąt minut.

– Arek był inteligentnym chłopakiem, nie tylko siatkarsko, ale także jako człowiek. Studiował, miał głowę na karku, był poukładany i grzeczny. A nie miał łatwo, wszak wszedł do szatni pełnej reprezentantów Polski, utytułowanych graczy. Szybko jednak zaskarbił sobie sympatię oraz szacunek innych, chyba dlatego, że każdy zdał sobie sprawę, że dzieli szatnię z kimś, o którym za chwilę będzie głośno, z prawdziwym talentem, który zjawia się raz na wiele lat, z kimś, kto ciężko pracując na treningach będzie za moment wielką gwiazdą – przyznał Gościniak.

Moim ostatnim pytaniem było „Czy jest ktoś z obecnych siatkarzy, który dorównuje talentowi Arka?”. Pan Stanisław zrobił kilkunastosekundową pauzę, zamyślił się i odpowiedział z uśmiechem – Nie, nie ma nikogo takiego.

Można było wyczuć, że Arek Gołaś dla Stanisława Gościniaka był kimś więcej niż tylko podopiecznym z AZS-u oraz reprezentacji Polski. Nie wiem dlaczego, ale utkwił mi w pamięci obrazek jak w trakcie jednego z meczów w europejskich pucharach, bodajże z francuskim Tour, Arek zepsuł zagrywkę, posyłając piłkę w pół siatki. Schodząc sfrustrowany z parkietu podeszli do niego ówcześni trenerzy Akademików – Edward Skorek oraz Gościniak. Obaj po ojcowsku przytulili go do siebie, nie było mowy o zruganiu go czy jakiekolwiek krytyce. To był piękny obrazek. Arek w Częstochowie zostawił po sobie wiele wspomnień, które towarzyszą kibicom w całej Polsce i Europie. Ale to właśnie Częstochowa powinna wyjątkowo troszczyć się o pamięć o Arku.

Kto wie? Być może gdyby Arkadiusz był wciąż z nami, osiedliłby się po zakończeniu kariery właśnie w „Świętym Mieście”. A jeżeli nie, to z pewnością odwiedzałby je regularnie. Może przy okazji wspominania Arka, warto pomyśleć o sposobie upamiętnienia go, bo to niewątpliwie postać mocno kojarzona z Częstochową. Może warto pomyśleć o ławeczce z Arkiem, która mogłaby pojawić się w Alejach? To tylko sugestia, spontaniczna myśl. Ale skoro nie ma AZS-u, nie ma z nami Arka, to kibice – ci starsi, i ci młodsi, którzy Arka znają wyłącznie z opowiadań, mogliby chociaż na chwilę przysiąść obok niego i powspominać stare, dobre czasy z zawodnikiem o „stratosferycznym” zasięgu…

Krystian Natoński, zdj. PAP