Chuan Ramon Rocha: Poziom pierwszej ligi w Polsce jest bardzo dobry – VIDEO

Chuan Ramon Rocha: Poziom pierwszej ligi w Polsce jest bardzo dobry – VIDEO

To niewątpliwie najbardziej utytułowany trener spośród wszystkich innych w Nice 1 lidze. Na swoim koncie jako zawodnik, a potem trener Panathinaikosu Ateny ma pięć tytułów mistrza Grecji oraz sześć Pucharów Grecji. W 1995 roku doszedł z Koniczynkami do półfinału Ligi Mistrzów. Rozegrał dwanaście spotkań w reprezentacji Argentyny, a poważną karierę zaczynał w klubie, z którego potem na szerokie wody wypłynął Leo Messi. O kim mowa? O Chuanie Ramonie Rochy, obecnym szkoleniowcu Ruchu Chorzów, z którym po piątkowym spotkaniu z Rakowem porozmawiał Krystian Natoński.

Duże emocje, z pewnością mecz był wyrównany, ale wygrany dla Ruchu, co sprawia panu dużą radość.

Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo trzeba przyznać, że był to mecz wystarczająco trudny i wymagający dla nas. Rywal w pierwszej połowie był bardzo groźny i stworzył sobie więcej sytuacji, zwłaszcza w drugiej części pierwszej połowy. Udało nam się jednak przeanalizować naszą grę, dokonać korekt i ulepszeń. Nie zawsze to jednak wychodzi, kiedy coś zmieniasz. Czasami może to skończyć się pomyłką. Jesteśmy zadowoleni, ponieważ nie mamy już tak mało punktów i odkąd tu jestem podstawowym celem jest gromadzenie ich jak najwięcej.

Ruch zaczął sezon z pięcioma ujemnymi punktami. Na pewno było to bardzo trudne dla zawodników, aby to zaakceptować pod względem mentalnym, bo nie jest to na pewno pod względem sportowym fair play.

To bardzo trudna sytuacja, tym bardziej, że mamy najmłodszą ekipę w tej lidze, więc ciężko jest pogodzić się z tym dla zespołu i jego morale. Kiedyś kto zapytał mnie czy zespół gra na 40-60%, a ja pomyślałem sobie a dlaczego nie na 100%? Przecież człowiek jest tylko człowiekiem i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Mamy w sobie coś co sprawia, że próbujemy się z tego wykaraskać. To nie jest łatwe, ale najważniejsze to, że wydostaniemy się z tej studni. Właśnie to robimy.

Jako utytułowany trener z wieloma sukcesami w Panathinaikosie, jakby Pan ocenił poziom rozgrywek pierwszoligowych. Nie jest to najwyższy poziom w Polsce, bo drugi, ale co można powiedzieć o zawodnikach, poziomie?

Powiem szczerze, że po tylu latach spędzonych w Grecji, gdzie widziałem rozgrywki pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej ligi oraz tych lokalnych, widziałem wszystko w Grecji i Argentynie. Poziom pierwszej ligi w Polsce jest bardzo dobry. Są w niej dobrzy zawodnicy jak na poziom drugiego szczebla rozgrywek, można zobaczyć dobry futbol. Nasza drużyna próbuje grać w ofensywie troszeczkę inaczej, ale to nie jest łatwe, bo konstruowanie akcji jest o wiele trudniejsze niż ich destrukcja. Poziom ogólnie jest dobry. Nie widziałem tego co działo się na trybunach i nie chcę tego oceniać, bo w futbolu nie powinniśmy wytwarzać takich problemów.

Trochę jak w Grecji, kiedy Panathinaikos styka się z Olympiakosem.

Kiedyś miałem komentować mecz Panathinaikosu z Olympiakosem, który odbywał się na boisku Panathinaikosu. Zaprosili mnie do studia. Mecz się nie odbył ze względu na zamieszki kibiców. Pracując w Panathinaikosie miałem o to duże pretensje i to był jeden z powód dla którego odszedłem. W futbolu nie ma miejsca na przemoc. Jest w nim mnóstwo emocji, pasji, miłości i serca. Zarówno na trybunach jak i na boisku nie powinno być przemocy, bo to jest zbyt piękna dyscyplina.

Naturalnie muszę zapytać się dlaczego wybrał pan pracę w Ruchu Chorzów?

Z kilku powodów. Czułem w sobie, że brakuje mi tej adrenaliny, którą dostarcza praca trenera i futbol.

Nie ze względów finansowych?

Nie, nie, nie. Jestem Argentyńczykiem, urodziłem się w mieście oddalonym tysiąc dwieście kilometrów od Buenos Aires, więc dla mnie było to niemożliwe, żebym mógł grać w klubie, który był moim marzeniem i występował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Któregoś dnia pewna osoba zobaczyła mnie jak gram w barwach Newell’s Old Boys, gdzie w sumie spędziłem osiem lat. Następnie wylądowałem w Kolumbii w Atletico Junior, w miejscu zupełnie mi nieznanym. Wówczas Kolumbia nie zakwalifikowała się na mundial do Argentyny w 1978 i atmosfera była z tego powodu bardzo smutna. Kolumbia to była moja druga ojczyzna. Grałem tam sześć miesięcy będąc reprezentantem Argentyny. Pojechałem na wakacje do Argentyny, gdzie podpisałem kontrakt z Boca Juniors, a więc z klubem marzeń z mojego dzieciństwa. Niedługo potem pojawiła się oferta z Panathinaikosu. Wszyscy zastanawiali się po co ci ta Grecja? Ja powiedziałem, że muszę tam iść. Spędziłem tam wiele lat, tam poznałem Krzysztofa Warzychę i właśnie ze względu na jego osobę zdecydowałem się wybrać Ruch Chorzów. To także jedyny polski klub przeciwko któremu miałem okazję zagrać. To było w 1975 roku w Rosario. To był mecz Newell’s Old Boys – Ruch. Oczywiście zdawałem sobie sprawę obejmując tę pracę, że to nie będzie łatwe. Jestem tutaj pierwszym Argentyńczykiem. Mam świadomość ze skali trudności.

Poruszając postać Krzysztofa Warzychy, to z pewnością pomaga w komunikacji pomiędzy panem i zawodnikami.

To jest moja prawa ręka. To osoba, którą podziwiałem jako zawodnik. I kiedy mnie poprosił, aby pomógł Ruchowi Chorzów, zadałem ludziom pracującym tutaj tylko jedno pytanie: Czy Krzysztof będzie ze mną pracował? Jeżeli nie, to ja dziękuję, ale jeżeli mamy pracować razem, to jak najbardziej. I nie chodzi tu tylko o jego zasługi dla polskiego futbolu, czy międzynarodowego, bo przecież wsławił się wieloma wyczynami. Głównym powodem był fakt, że posługuje się w tym samym języku co ja i może komunikować się z zawodnikami. A ponadto był zawodnikiem światowej klasy.

Ruch będzie kontynuował zwycięską passę?

Wszyscy musimy w to wierzyć. Powiedziałem już na konferencji prasowej, że futbol jest takim sportem, gdzie jeden plus jeden nie zawsze równa się dwa. Naszym zadaniem jest pracować i myśleć pozytywnie, myśleć pozytywnie, myśleć pozytywnie, bo jeżeli ktoś nie będzie tego robił to nie pójdziemy do przodu.

Krystian Natoński