Brawo Raków! Perfekcyjny mecz w Tychach

Brawo Raków! Perfekcyjny mecz w Tychach

Przed meczem wiadomo było, że tylko zwycięzca ostatniego meczu 31. kolejki Nice 1 Ligi zachowa szanse na awans do Lotto Ekstraklasy. Mało kto się chyba jednak spodziewał, że będzie to aż tak dobry mecz w wykonaniu Rakowa. Częstochowianie zagrali niemal bezbłędnie i wygrali 3:0 rozstrzygając wszystko już w pierwszej połowie. Gdyby wykorzystali wszystkie swoje sytuacje mogliby się zrewanżować za porażkę sprzed kilku sezonów, gdy przegrali przy Limanowskiego 1:8.

Raków rozpoczął mecz w Tychach z wielkim animuszem nacierając na bramkę Konrada Jałochy od pierwszego gwizdka sędziego. Na prowadzenie czerwono-niebieskich mogli wyprowadzić Piotr Malinowski oraz Igor Sapała. Tyszanie postanowili nie pozostawać dłużni i już po pierwszych kilku minutach obie drużyny miały po dwie dobre sytuacje na koncie.

Świetne tempo spotkanie, mądra i dynamiczna gra Rakowa musiały dać efekt. W 18. minucie dopiął swego Dariusz Formella. Wpadł z prawej strony w pole karne i nie dał szans golkiperowi gospodarzy. To nie zadowoliło jednak niezwykle wyposzczonych tego dnai na gole częstochowian. Kolejne próby dały efekt ledwie 9 minut później. Formella ze strzelca zamienił się tym razem w asystenta, dograł z prawej stronie perfekcyjnie na głowę Karola Mondka, a Czech wiedział co ma z tym zrobić. 2-0 dla Rakowa!

W 36. minucie mogło być już „po meczu”. Po bardzo dobrym podaniu od „Maliny” sam na sam z Jałochą znalazł się Formella, ale tym razem szczęście sprzyjało gospodarzom, których bramkarz instynktownie obronił. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. W 40. minucie piłka spadła idealnie w polu karnym pod nogi Adama Radwańskiego, ten przyjął, huknął w drugi róg i to był nokaut. W tym momencie co bardziej nerwowi kibice GKS-u zaczęli opuszczać trybuny.

Druga połowa rozpoczęła się od naporu na bramkę Mateusza Lisa, ale animuszu starczyło gospodarzom na nie więcej niż 5 minut. Później upokorzyć gospodarzy postanowił Raków. W 54. minucie głową gola powinien zdobyć Artiom Rachmanow, a minutę później z metra do bramki piłki nie wpakował Formella. Minuty upływały, a obraz gry nie zmieniał się ani na jotę. To Raków prowadził grę i stwarzał sobie kolejne sytuacje bramkowe. Im bliżej było końca spotkania, tym tempo nieco spadało, ale całkowitą winę za to ponosili gospodarze, którzy grali jakby wynik był odwrotny. Pod koniec spotkania stworzyli sobie kilka sytuacji na zdobycie gola honorowego, ale w tym dniu tyszanom nie wychodziło nic. Wprost odwrotnie proporcjonalnie do Rakowa.

– To była najlepsza drużyna wiosny i cieszymy się bardzo, że udało nam się tu rozegrać takie spotkanie. Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia to do skuteczności, bo tych sytuacji było bez liku, ale te nie można być zachłannym. Jesteśmy beniaminkiem i tak naprawdę nikt nie powinien nas wymieniać w gronie faworytów do awansu, ale też widzimy jak wygląda tabela, jesteśmy w czubie i możemy grać do końca. To jest fakt – niezwykle racjonalnie ocenił na pomeczowej konferencji trener Marek Papszun.

Na trzy kolejki przed Raków ma 49 punktów i traci 3 punkty do drugiego Zagłębia Sosnowiec. Sytuacja jest arcyciekawa i w grze o dwa premiowane miejsca cały czas liczy się 7 drużyn. W kolejnym meczu częstochowianie podejmować będą walczącą o utrzymanie Olimpię Grudziądz (19.05, godz. 19.21).

0-1 Formella ‘18
0-2 Mondek ‘27
0-3 Radwański ‘40

GKS Tychy – Raków Częstochowa 0:3 (0:3)

GKS Tychy – RKS Raków Częstochowa (0:3)

Bramki:
0:1 – Dariusz Formella 18′
0:2 – Karol Mondek 27′
0:3 – Adam Radwański 40′

Składy:
GKS Tychy: Jałocha – Biernat, Mańka, Grzeszczyk, Grzybek, Zapolnik, Kaczmarczyk (84. Piątek), Tanżyna, Daniel, Bernhardt (88. Biegański), Abramowicz (58. Fidziukiewicz).

RKS Raków: Lis – Rakhmanov, Niewulis, Góra, Malinowski (88. Kościelny), Mondek, Sapała, Łabojko, Radwański, Formella (79. Figiel), Embalo (62. Czerkas).

 

Widzów: 5019

Mariusz Rajek, Tychy