Bełchatów da się lubić. Raków na GIEKSA Arenie wygrywa z Lechią! – relacja

Bełchatów da się lubić. Raków na GIEKSA Arenie wygrywa z Lechią! – relacja

Miało być premierowe zwycięstwo w Bełchatowie, przełamanie po dwóch porażkach i rewanż za półfinał Totolotek Pucharu Polski. Raków Częstochowa nie zawiódł ponad 3,5 tysiąca kibiców na stadionie i odniósł niezwykle cenne zwycięstwo 2:1 nad Lechią Gdańsk. Bramki dla czerwono-niebieskich strzelali Felicio Brown Forbes oraz Igor Sapała. W drużynie gości na listę strzelców z rzutu karnego wpisał się Artur Sobiech.

Raków w ostatnich meczach grał solidnie, lecz brakowało mu szczęścia i przysłowiowej kropki nad „i” pod bramką rywala. Tym razem wszystko było po stronie beniaminka z Częstochowy. Podopieczni trenera Marka Papszuna byli niezwykle zmotywowani i od pierwszego gwizdka ruszyli na bramkę Dusana Kuciaka. Bliski otwarcia wyniku spotkania był Sebastian Musiolik, lecz napastnikowi Rakowa brakło kilkunastu centymetrów, by musnąć piłkę do bramki Lechii. Kolejny sygnał do ataku atomowym uderzeniem z dystansu dał Jakub Apolinarski, lecz na nieszczęście gospodarzy na posterunku znalazł się golkiper gości. Kuciak swój zespół uratował także kilka chwil później, kiedy z bliskiej odległości strzał oddał Musiolik. Raków przeważał i zdecydowanie przejął inicjatywę. Mnożące się ataki częstochowian w 41. minucie wreszcie przyniosły efekt. Petr Schwarz posłał długi przerzut na lewą stronę boiska, tam do futbolówki dopadł Miłosz Szczepański i ze stoickim spokojem podał do niepilnowanego Felicio Browna Forbesa. Radość na GIEKSA Arena była ogromna, lecz trwała bardzo krótko. Wszystko za sprawą błyskawicznej odpowiedzi rywali i bramce Artura Sobiecha. Do akcji wkroczył jednak system VAR, który dopatrzył się spalonego. Tym samym piłkarze Rakowa do szatni schodzili z prowadzeniem 1:0.

Nastroje czerwono-niebieskich były bardzo dobre, lecz na początku drugiej części spotkania już wspaniałe. W 51. minucie do rzutu wolnego podszedł Igor Sapała, ten sam piłkarz, który w meczu z Górnikiem Zabrze pechowo skierował piłkę do własnej bramki. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do pomocnika Rakowa. Piłka po jego strzale odbiła się od jednego piłkarza Lechii ustawionego w murze i wpadła do bramki Kuciaka. Cios zadany przez gospodarzy nie podłamał ekipy trenera Piotra Stokowca, która wręcz rzuciła się na bramkę Rakowa. Goście zdołali nawet stworzyć sobie dogodne sytuacje do gola, lecz murem nie do przejścia okazywał się Michał Gliwa. Szansę na „zabicie” meczu miał Forbes, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem Lechii. Goście, choć byli coraz bardziej zrezygnowani do końca próbowali odmienić losy spotkania. W samej końcówce spotkania sędzia Jarosław Przybył po konsultacji z systemem VAR podyktował „jedenastkę” dla gości, którą na gola zamienił Artur Sobiech. Arbiter do drugiej połowy doliczył aż pięć minut, lecz częstochowianie zachowali spokój, zimną krew i chwilę później mogli cieszyć się z drugiego w tym sezonie triumfu.

Zdawaliśmy sobie sprawę z atutów przeciwnika, ale wiedzieliśmy, że stać nas na dobrą grę i przełamanie tej krótkiej serii dwóch porażek. To było zasłużone zwycięstwo i bardzo się cieszę z tego, bo dzięki tej wygranej możemy złapać oddech przed kolejnymi bardzo trudnymi przeciwnikami. Myślę, że ta wygrana doda jeszcze więcej wiary tej drużynie, że w meczach z faworytami możemy grać jak równy z równym, a nawet dominować – mówił na pomeczowej konferencji trener Marek Papszun.

Raków już w najbliższą sobotę (24.08) w Bełchatowie podejmować będzie Lecha Poznań, a tydzień później uda się do Warszawy na mecz z Legią.

Raków Częstochowa – Lechia Gdańsk 2:1 (1:0)

Raków: Gliwa – Szymonowicz, Petrasek, Azemović, Apolinarski (90. Bartl), Schwarz, Sapała, Kun, Szczepański (80. Skóraś), Musiolik (86. Piątkowski), Brown Forbes
Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović, Kubicki, Lipski, Makowski (46. Gajos), Paixao, Haraslin (46. Peszko), Sobiech

SZYMON SOBOL, FOT. ARKADIUSZ REK